1

Mała katastrofa

Posted by Morri on 13:16
Przyjechałam na święta do domu. Miało być miło i spokojnie, wyszło jak zwykle. Zepsuł się rodzinny komputer. Jako, że porządnego wkrętaka (pamiętajcie drogie dzieci, śrubokręty istnieją tylko w bajkach i mowie potocznej!) tu nie uświadczysz, zabrałam się za rozkręcanie drania nożem do masła. Macałam, błagałam, groziłam. Nic. Kaplica. Cóż było robić, postanowiłam zmienić włosy swojemu RL avatarowi. Najpierw kolor. I pierwsze nerwy. Tekstura wczytywała się wieki, a w wyniku jakiegoś buga rozlała się na pół łazienki! Posprzątałam i zabrałam się za rezowanie wymarzonej fryzury. Po 30 minutach w końcu wyglądałam jak tania podróba Amy Winehouse, ale włosy po wylaniu na nie hektolitrów lakieru wcale nie były flexi. Ciężka sprawa. Nie jest źle. Potrafię żyć bez internetu. Tylko paradoksalnie, czuję się zamknięta nie będąc złapana w sieć sieci. Ograniczona brakiem dostępu do informacji, do ślicznej kolorowej nowomedialnej sieczki. A przede wszystkim brakiem kontaktu z Wami... Pomimo wszelkich krzyków, że zapośredniczony i niepełny, jest dla mnie bardzo ważny. Ten post nie będzie ładny i kolorowy. Piszę go na komórce klnąc po cichu na ból kciuka. Piszę, żeby życzyć Wam wesołej reszty świąt. I podziękować za to, że jesteście i jesteście tacy klawi. Wypijcie za mnie kubek pikselowego kakao. Zimno tu w lesie.

8

Miłe złego początki...

Posted by Morri on 19:23 in , , , , , ,
Zacznijmy od tego, że Mąz narobił zamieszania, a Uzia nie byłaby sobą, gdyby nie zawtórowała. Dziś będzie o pierwszych razach. Moich pierwszych razach w SL...

Nie uraczę Was zdjęciami z pierwszego dnia. Zaginęły wraz z awarią dysku twardego. Wszystkie zdjęcia z pierwszego półrocza w SL. Teraz nawet mi smutno. Może być anegdotka? Dobrze.

Pierwszego dnia w SL poznałam Pana. Miał na imię Elvis, zajmował się prowadzeniem klubu. Zaproponował mi pracę... jako escort! A ja naiwnie się zgodziłam myśląc, że chodzi o pilotowanie wycieczek. Oczywiście zwiałam przy próbie przyuczania do zawodu ;)

Pierwsze miesiące spędzałam w zagranicznych simach, głównie w nieistniejącym już klubie Harley. Potem trafiłam do redakcji Przekroju, klubu Syrenka i pierwszego AllStars (Aga, pamiętasz "zwierzęcą" imprezę i noobowatą białą tygrysicę? ;)). I posypały się pierwsze razy...


Pierwszy Real Lifer.



Bazyl. Przyszedł kiedyś zrobić mi drzwi. I został na dłużej. Zaprzyjaźniliśmy się. A któregoś wieczora oznajmił mi, że gotów się ze mną spotkać nawet za godzinę. Nie żartował. Przesiedzieliśmy całą noc przy herbatce w kuchni. I został w tym moim RL, chociaż w SL bywa z rzadka. Kiedy już jest, ciąga mnie po sklepach i marudzi. Za to w RL lubimy sobie zarzucić wódkę i Tarantino. Sami rozumiecie, dlaczego RL Bazyl ma u mnie wyższe notowania ;) Razem włóczyliśmy się po Little Britain, racząc się angolskim poczuciem humoru. Niech crashnie każdy, kto twierdzi, że przyjaźń damsko-męska nie ma prawa bytu!

P.S. To jedyna ocalała fotka, na której możecie zobaczyć pierwszą Morri, skonstruowaną w całości z freebiesów! Ha!

Pierwsze porządne zakupy.


Skin, shape i oczy w Naughty Designs. Były wtedy najbardziej wypasione na świecie. Shape został do teraz, bo wciąż JEST najbardziej wypasiony. To zdjęcie z pierwszej sesji foto... takiej "prawdziwej" z użyciem studia fotograficznego. Fotka by Paulus Bracken.

Pierwsze kombinacje z Shuftanem.



Galeria "na squacie" przy siedzibie Podexu. Przez jakąś chwilę wystawialiśmy prace polskich artystów nieźle się przy tym bawiąc. Znacie jeszcze kogoś, kto przejechał się po Podexie na Harleyu wioząc na kierownicy samego Jacka Sh. (tak, tak, tego z TV!)? No właśnie! Miałam życie pełne wrażeń. Miejsce istniało na dziko, na cudzej ziemii. Było sobie, póki właściciel nie zmiótł. Krótko, ale intensywnie.

Jacek, kiedy powtórka?

Jedyne zdjęcie z galerii, jakie mi pozostało to zdjęcie na Mariuszu. Wystawiał się tam sam. Jako alien, stworzony przez siebie z tysiąca primów avatar, był żywym dziełem sztuki.

Pierwsza wystawa.



Wystawa w Centrum Polska. Wtedy zrozumiałam, że SL może spełniać marzenia. Ale zapaliła się też czerwona lampka. Okazało się, że jeśli coś robisz, to zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce Ci utrudnić życie... zabawne, że utrudniacz nie odpuścił jeszcze, a minęło już półtora roku.

Wernisaż był przyczyną mojego pierwszego kontaktu z RL dziennikarzynami. Gorzka pigułka, ale o tym innym razem (albo wcale!).

Pierwsze dzieło.



Koło ratunkowe w wersji deluxe na imprezę wakacyjną w CP. Z nimi nie utoniesz! Po kliknięciu kaczuszki wydają z siebie serię wściekłych kwaknięć przypominających szyderczy rechot. Rozdawałam jako freebie. W zeszłym miesiącu zostałam uraczona moim własnym kołem przez jakiegoś noworodka, który twierdził, że znalazł najfajniejszego freebiesa w SL. Gdybym miała pod ręką rotation script, w moim oku zakręciłaby się łezka wzruszenia.

Jeśli ktoś ma ochotę popływać, proszę o znak. Z chęcią wyślę kółko.


Pierwsza grupa, którą założyłam.



Było mhrocznie i gothycko. Był zamek i lochy. Muzyka, dysputy, posiadówy na dachu z Sqlem Milesem. Grupa nazywała się Memento Morri, a to było jej logo.


Ot, tyle. Mam nadzieję, że usatysfakcjonowałam Królową. Idę szukać chusteczek donośnych.


P. S. Jeśli ktoś ma jakieś foty z tego okresu, na których się mniej lub bardziej przypadkowo znalazłam, proszę o cynk.


9

Petycja o Zmartwychwstanie.


Pogrążona w głebokim żalu i jeszcze większej złości na Nieboszczkę, która pieprznęła głupotę nad głupoty, zawiadamiam, że odlotowa Lineczka Demina postanowiła udać się w ostatnią podróż. I mówi serio, bo inaczej w życiu nie dałaby mi swoich ciuchów z Last Call.

Wszystkich miłych blogierów (i nie tylko), którzy tak jak ja i Uzi nie wyobrażają sobie drugiego życia bez szaleństw Pierwszej Damy PR proszę o podpisanie (za pomocą komentarza) poniższej petycji...

Petycja o Zmartwychwstanie Linki Deminy

Sznurek, do cięzkiej cholery! WRACAJ!


3

Bo w nim jest seks...

Jakoś ostatnio nie piszę... Niby jest o czym, ale boję się, że przy okazji zanudzę Was prywatą i goryczką... Ale wczoraj trafiłam na coś, co nie może zostać przemilczane. Wszystkie avatary w SL, a przynajmniej znamienita ich część jest/stara się być sexy. Nie jest to trudne, ale równie łatwo jest... przegiąć pałę.

Poszłam sobie wczoraj z Szanownym Małżonkiem na zakupy. Szanowny Małżonek przebierał, przymierzał, a ja grzecznie się przypatrywałam i doradzałam. Aż coś rzuciło nam się w oczy. Rzuciło... i nie wiele brakowało, a by je wybiło.

Nie owijając w bawełnę (chociaż na szczęście owinięte było):




Pan miał nad głową napisane "escort" i najwyraźniej bardzo chciał emanować seksem. Miał być lans, a wyszło jak zwykle. Przepraszam, nie podnieca mnie ten precel. Ani te seksowne stringi.

Second Life jednak bywa ch....e.

P.S. Błagam, nie próbujcie tego w domu... a tym bardziej poza domem.






6
Posted by Morri on 15:32 in ,
Ktoś powiedział, że demokracja to najlepszy z najgorszych ustrojów.
Tak, dziś oficjalnie zostałam Ministrem Polskiej Republiki. Póki co, z tej demokracji wyniosłam ból głowy, parę sporów i wielkie rozczarowanie. Czym? Tym, że niektórzy wyżej sobie cenią okazję do przedniej zabawy niż uczucia ludzi, których w to mieszają. Tym, że kiedy ktoś mnie w coś wmiesza, zawsze dowiaduję się o tym ostatnia. Pomimo wszystko, zaczęłam przygodę z PR parę miesięcy temu, włożyłam w to sporo czasu i serca, nie zamierzam się tak łatwo poddawać.

Niniejszym pragnę oświadczyć, że nie pcham się na świecznik, nie robię nic dla tytułu, sławy, czy władzy. Jeśli ktoś tak uważa, to zdecydowanie jego problem.

Na koniec, zainspirowana blogiem Agnieszki, przytoczę mały cytacik.


[15:01] XXX: hahahaah Minister hahahaah nie moge .....
[15:02] Morrigan Polanski: poki co, niewiele sie odzywaja w sprawie zmian, jednoglosnie doszlismy do wniosku, ze miesieczna kadencja to zdecydowanie za malo
[15:02] Morrigan Polanski: XXX, ciesze sie, ze sie dobrze bawisz
[15:02] XXX: tak...zawsze sie dobrze bawie, jak widze takie anomalia...
[15:03] Morrigan Polanski: cudownie
[15:03] XXX: zawsze jest cudownie
[15:03] Morrigan Polanski: dobra, ide na ubocze poczytac, bo slysze echo
[15:04] XXX: :)))))))
[15:04] XXX: zabawna Pani Minister...hahahahaha
[15:04] Morrigan Polanski: XXX, nie sprowokujesz mnie

Gdybym była złośliwa, powiedziałabym, że niektórych kręci zabawa politykę, innych w wirtualny rynek usług seksualnych. Co kto lubi. Ale jestem miła i grzeczna, więc się powstrzymałam.

Zdjęć nie będzie, bo SL nie chce współpracować, co odbiera mi chęć pstrykania.

Będzie za to dedykacja dla Pani XXX i innych przemiłych ludzi, z podziękowaniami, że poświęcają mojej osobie tyle uwagi i wkładają tyle cennej energii w to, żeby mi dokopać. Nie przestawajcie się starać, cieszę się mogąc sprawiać komuś taką radochę.

Piosenka specjalnie dla Was...



PEACE & LOVE




12

Strzeliła mnie cholera.

Posted by Morri on 05:34 in , , , ,
Dwa razy. Od wczoraj. Niezły wynik, jako że z natury jestem spokojna. Ja wiem, że w SL chodzi głównie o to, żeby się socjalizować. Ale niektórzy po prostu przesadzają.

Jeśli organizujemy demokratyczne wybory, to nie po to, żeby głosowali na swoich "funfli" i "psiapsióły" ludzie, którzy w życiu nie widzieli Polskiej Republiki. Dlatego właśnie zamykamy na czas głosowania zapisy do grupy. Niech prawo głosu mają ci, którzy byli tu wcześniej i zostaną.
Porównanie dla opornych: kandydat na prezydenta Polski załatwia tymczasowe obywatelstwo grupce przyjaciół z okolic podbiegunowych, kilku afrykańskich państewek i wioski rybackiej w Chinach. Przyjaciele nie są zupełnie obyci w sprawach polskiej polityki. Ba! Niespecjalnie się nawet orientują, gdzie ta Polska właściwie leży. Programów wyborczych też raczej nie są w stanie przyswoić. Czy będziecie zadowoleni, że zyskali prawo decydowania o tym, co będzie działo w kraju, w którym żyjecie? Na podstawie opinii o kandydacie wyrobionej przy wspólnej konsumpcji piwa z bananów/sake/innego lokalnego specjału? Nie sądzę. Właśnie. Teraz rozumiecie? Dziękuję.

DISCLAIMER:
Nie jestem rasistką ani ksenofobem. Do porównania wykorzystałam kultury jak nabardziej odległe od naszej, by wzmocnić przekaz. Pozdrawiam wszystkich Pigmejów, Eskimosów i Chińczyków, a rodzimych czepialskich odsyłam do diabła.

To tyle. Można by ogarnąć i zneutralizować kubkiem zielonej herbaty, kilkoma papierosami i nerwowym dłubaniem słonecznika. Ale jakieś licho podkusiło mnie, by zacząć edytować rodzimą SL wiki . Idea zacna, ale wyszło jak zwykle. Rzetelnie przekazanej wiedzy w wiki nie uświadczysz. Kilka artykułów o podstawowych funkcjach interfejsu, zwanego tam, nie wiedzieć czemu, panelem kontrolnym (co kojarzy mi się bardziej ze sterowaniem statkiem kosmicznym, ale to zapewne wynik przedawkowania Doctora Who...). Język mocno zawiły, niektóre informacje zdążyły się już zdezaktualizować. Ale co to kogo obchodzi? Najważniejsza jest kategoria LUDZIE! Możemy dzięki niej uzyskać cenne dane na temat tego, kogo uwielbiają kobiety, kto jest koffaną i milusią przyjaciółką, kto ma siostrę bliźniaczkę, najgrubszy portfel albo najcudowniejsze wyczucie smaku. Poza tym zapamiętajcie, że każdy polski DJ w SL jest najlepszy.
Rozmiary bardzo-glamour-fotek w artykułach o naszych pięknych avatarzycach powalają czytelnika, jak również przeglądarkę internetową.

Z pomocą przyszła Kira Ahn z KA Design , racząc swoje klientki darmowym avatarem Paris Hilton.





Może w takim wydaniu łatwiej mi będzie pewne zjawiska zrozumieć.


Z blingowym pozdrowieniem...

na zawsze Wasza koffana niunia Morri :*

8

Nie chce mi się.

Posted by Morri on 04:56 in
Nie, nie piszę bloga. Nie chce mi się. Obrzydziło mnie ich zatrzęsienie. Przeraziło to, że wszystko okazuje się wtórne. Przytłoczył postmodernizm.
Bo tak naprawdę o czym mam pisać? Najświeższe wiadomości, nowinki ze świata mody i techniczne cudeńka dostajecie od kogoś innego. Piszą i robią to świetnie. O sobie? Na ekshibicjonizm jakoś nie mam ochoty. Moje życie jest całkiem zwyczajne. Drugie też. Właściwie oba są nadzwyczajne dzięki Niemu, ale tą cudowność pojmuję zapewne tylko ja. Niczym się nie wyróżniam (i nawet nie muszę się starać), robię swoje po cichu, nie planuję bycia "celebrytką", nie krzyczę. Wszystkie moje "genialne" pomysły zostały wprowadzone w życie. Niestety nie przeze mnie, bo byłam zajęta rozmienianiem się na drobne. Gdybym robiła listę noworocznych postanowień, zapewne w pierwszym punkcie znalazłaby się walka z brakiem konsekwencji. Ale nie robię. Zapewne też mi się nie chce. Albo to zbyt trendi dżezi seksi.

Jesień, proszę Państwa. Cała świeżość pomysłów opadła, zgniła i zginęła pod butami tłumów. Patetycznie? Może.

Raczej nie nadaję się do blogosfery.




W razie gdyby ktoś był zainteresowany...
Włosy: Laine - ebony (ETD)
Koszulka: Style Tank [storm] (Truth)
Sweter: Low Wrap Sweater (Red) (ETD)
Jeansy: UNISEX (Doutch Touch)
Buty: Superstars BLACK/White (Soreal)
Szalik: Draped Scarf - Classic Plaid (Tyranny)
Poza: [IMTS] Temptation (Imagimations by genialna Ayumi Cassini!)

A w głośniku...


3

Kurtyna w górę!

Posted by Morri on 09:32 in , ,


No i stało się. Wczorajszego wieczora (nie)oficjalnie swoje podwoje otworzył Teatr Królewski pod kierownictwem Pana Szerewpa Loona. Teatr (póki co jednego aktora) w ramach podsycenia naszych apetytów zaprezentował monolog z dramatu "Łaknąć" Sary Kane. Muszę przyznać, że to moja ulubiona sztuka i w napięciu wyczekiwałam interpretacji Szerewpa. Była nieco... zaskakująca. Ale może zbyt przesiąknięta jestem tą sztuką? Może podchodzę do niej zbyt emocjonalnie? Parę razy zdarzyło mi się poczuć ukłucie zazdrości o tekst. Że to ten Pan, a nie ja!

Troszkę zbiła mnie z tropu dekoracja. Zdjęcie kobiety (o której Pan Reżyser wypowiadał się wyjątkowo zagadkowo). Ciekawe, ile osób na sali zadawało sobie pytanie "kim ona jest?" tracąc koncentrację i gubiąc fragmenty tekstu. Może tylko ja.



Po zakończonym spektaklu (całkiem pokaźna) widownia jakoś nie chciała opuścić Teatru. Mój kolega Literat, Pablo Oliveira, postanowił zafundować wszystkim dodatkową rozrywkę. Sadysta zmusił mnie i wykończonego już Szerewpa do odczytania jego najnowszego opowiadania pt. "Miłość"! I za to go kochamy! Na temat interpretacji się nie wypowiem, bo niestety nie występowałam w roli obserwatora. Poczytacie sobie na jakimś innym blogu.
Reakcja publiczności na samo opowiadanie była bardzo entuzjastyczna. Autor został zasypany lawiną pytań, na które odpowiadał głosem Ayumi. Skończyło się toto uroczą dyskusją o roli obu płci we współczesnym świecie. Podobno gwiazdy, które kiedyś były pretekstem do romantycznych spotkań i w które wpatrywaliśmy się w przerwach między jednym a drugim przeciągłym spojrzeniem i westchnieniem, teraz sprawiają, że za nic nie potrafimy się dogadać! Krzepiące, nie ma co.



Szczęśliwie doczekaliśmy północy i ogłoszenia wyników wyborów do Rządu Tymczasowego Polskiej Republiki. Oto wyniki głosowania:

6 - Agata Bedrosian
43 - Madelaine Sautereau
34 - WoodPaker Barbosa
12 - MaxJames Chemistry
12 - Matchius Oh

Z ramienia Królowej do rządu wejdą Lincoln Beck i Jacek Shuftan. I tu znów przypomina mi się zdanie o ciekawostce polityczno-biologicznej, jaką jest członek z ramienia wysunięty na czoło. Jakoś nie straciło jeszcze uroku.

Szanowny Rząd, zamiast od razu brać się żwawo do roboty, zaległ pod drzewem. Wytłumaczmy to tak, że puściła adrenalinka związana z oczekiwaniem na wyniki i Państwu się padło. Czekamy niecierpliwie na Konstytucję.

Koniec i bomba, kto nie był ten trąba!

4

Leniwy poniedziałek

Posted by Morri on 10:28 in

Morri powraca z kolejnym blogowym dzieckiem i kolejnym mocnym postanowieniem poprawy. "Tym razem przynajmniej jeden post w tygodniu, Polanski". Możecie mi uwierzyć. Bo ja sobie, prawdę mówiąc, średnio wierzę. A ktoś musi.

Kolejny leniwy wieczór w Polskiej Republice. Nastrój ryneczku sprzyja słodkiemu nieróbstwu. Przynajmniej możemy się tłumaczyć, że zastygliśmy w oczekiwaniu na wyniki wyborów. Kontrowersyjnie już jest, a jakże. Przecież o władzę idzie! Ale o tym później. Leżymy sobie tak/dyndamy spokojnie. Dziewczęta marudzą o komentowaniu, dodawaniu nowych postów i szeroko rozumianym blogowaniu. No i kotu się oberwało. Że nie pisze, że nadgryzł i zostawił i najlepiej by było, żeby skruszony powlókł się do kąta pisać. No to się powlókł.

Morrigan Polanski przecina wstęgę i otwiera szampana za 4 L$.

Na zdjęciu mili i kochani blogierzy: Uzi Boa, Lincoln Beck i Ayumi Cassini.

Copyright © 2009 Żyje się co najmniej dwa razy. All rights reserved. Theme by Laptop Geek. | Bloggerized by FalconHive.